|
![]() |
Nie przypuszczałama, żę to będzie taka trudna decyzja,nie przypuszczałam, że nie będę mogła przez to w nocy spać... Zastanawiałam się, oglądałam, myślałam, a przede wszystkim przymierzałam i jeszcze raz przymieszałam.Od tego przymierzania zrobił mi sie taki mętlik w głowie... Ale w końcu wybrałam - suknie ślubną!
Wybór był bardzo trudny, przymierzałam ja dwa razy jednego dnia, później mierzyłam inne,które też były piękne, w których też pięknie wyglądałam.Ale ta jedna,jedyna ciągle siedziała mi w głowie. Pojechałam ponownie do salonu przymierzyłam...i już wiedziałam, że to TA!Pięna hizpańska San Patric, po prostu moja z pięknym długim welonem... już nie mogę się doczekać kiedy ja włożę! Aż nie wierze, że to moja!
Tak dawno mnie tu nie było, że nawet zapomniałam hasło do logowania.
Ale na szczęście udało sie je przypomnieć.
Przez te ostatnie miesiące, wiele sie wydarzyło w moim życiu. Właściwie to z przykrością muszę stwierdzić, że to jest ciężki rok dla mnie i moich bliskich.
Wiosną zmarł mój dziadziuś. I choć wydawało mi się, że byłam na to przygotowana z powodu jego choroby,to jednak świadomość że go już nie ma nie docierała do mnie przez długi czas.
Nasz ślub miał być w tym roku, ale z powodu śmierci dziadka przełożyliśmy ślub i wesele na przyszły rok.Za namową mamy zdecydowaliśmy sie na duże wesele, a teraz żałuję, bo nie dość ze musimy czekać, to jeszcze czeka nas duży wydatek. A wszystko dlatego bo rodzina jest duża i sie obrażą jak ich nie zaproszę - jakaś paranoja po prostu. I tak teraz się miotam z myślami i najchętniej bym to przełożyła i zrobiła skromne przyjęcie, ale juz wszystko jest zorganizowane i mój Luby nie chce juz nic zmieniać.
Kolejna sprawa, że w pracy robi sie taki syf, że nie da sie pracować. Wymagania stawiają nam już tak duże, że nie dajemu sobie rady z obowiązkami bo jest nas za mało, dwa ze stres jest tak duży, ze wykańcza psychicznie. A kolejna sprawa, ze szukam pracy i to wszystko to jedne wielkie "G"! W ogóle mam takiego doła, że dochodze do wniosku, żę ja nie wiem co chce w życiu robić?! I we wszystkim szukają ludzi z doświadczeniem...ale gdzie można te doświadczenie zdobyć jak bez doświadczenia na danym stanowisku ludzi sie nie przyjmuje?!
Ta korporacja tak mnie wykończyła psychicznie, ze trace wiare w sens życia i samą siebie. Na studiach byłam bardzo szczęśliwym człowiekm, nawet jeśli miałam mase egzaminów i był stres, to wtedy były jasełka w porównaniu do tego co jest teraz. Czasu praktycznie nie mam na nic, bo wychodze do pracy rano, wracam wieczorem. Szkoła, kursy?? Owszem chciałabym pójść na studia podyplomowe i kurs językowy...ale nie mam kiedy.
I tak sobie myśle, kiedy mamy mieć czas na życie, rodzine, dzieci...?? Dziecko - bardzo chcieliśbyśmy mieć dziecko, tylko kiedy mieć czas dla dziecka jak pracuje sie po godzinach i nikt za to nie płaci?! Po prostu masakra, ten kapitalizm i pogoń za pieniędzmi kiedyś nas zgubi!
Tymczasem popzdrawiam Was seredcznie
PS. CZy ktoś ma namiar do Elficy bo zahasłowała sie i nie moge o dwiedzić jej blog :(